|
Blog > Komentarze do wpisu
Granice przyzwoitości
Granic takich niektórzy po prostu nie dostrzegają. Pan poseł Poncyljusz raczył był stwierdzić, że "... list otwarty rodzin ofiar smoleńskiej katastrofy może być polityczną prowokacją". List - pozwolę sobie przypomnieć - był apelem o to, aby nie wykorzystywać tragedii do celów politycznych, do kampanii wyborczej. Jakimż trzeba być s...synem (pardon), żeby taki list - list napisany przez ludzi, którzy w tek tragedii stracili bliskich - uznać za (cytuję) "element gry". To chyba najlepiej świadczy o poziomie etycznym pana Poncyljusza - bo zgaduję, że ocenia według własnych standardów. Ale najlepsze jest dalej. Pan Poncyljusz mówi: "Dziwię się trochę temu listowi. Bo to tak jakby część rodzin mówiła: Jarosław Kaczyński nie ma prawa przeżywać po swojemu utraty jednej z najbliższych osób z rodziny". Każdy, kto uważnie przeczyta list zauważy, że nie ma w nim ani słowa na temat PiS, Jarosława Kaczyńskiego i w ogóle tego, kto miałby wykorzystywać tragedię do celów politycznych. List jest skierowany do polityków w ogóle. Do wszystkich. Reakcja pana Poncyljusza dobitnie świadczy o tym, że doskonale wie, kto "gra" tragedią smoleńską w tej kampanii. Od razu przypomniał mi się taki stary dowcip jeszcze z czasów PRL: Jedzie autobusem pijaczek i co chwila powtarza na głos: "Ta władza jest do dupy... Ta władza jest do dupy..." W końcu podchodzi do pijaczka dwóch tajniaków: - Pan pójdzie z nami! *** A jeśli ktoś nie widzi tego, jak PiS "gra trumnami", to wystarczy spojrzeć na zachowanie posłów PiS z 10. maja, w miesiąc po tragedii. Rozumiem grupową wizytę pod Pałacem z kwiatami i zniczami (skrzętnie filmowaną przez kamery rzecz prosta) - ale jeśli intencją było tylko oddanie czci zmarłym, to natychmiastowe wytykanie członkom innych partii że się nie pojawili... Bez komentarza. środa, 12 maja 2010, puuchatek
|
|